smakczekolady

Wpisy

  • sobota, 02 sierpnia 2014
    • Jak to z dyrektorem było

      Postanowiłem napisać coś o szkole. Chodzę teraz do liceum. Chcę podzielić się z Wami moimi uwagami, co do mojego poprzedniego dyrektora.

      Dyrektor był już dość stary, uczył moją mamę w podstawówce. Nazywa się M. (nazwiska nie podam, bo jeszcze mnie namierzy ;)), jego twarz była cholernie brzydka, nie zadbana z workami pod oczami. To wszystko przez alkohol, do którego dyrektor miał zawsze słabość. Jak już pisałem był nauczycielem mojej mamy, bardzo szybko awansował na stanowisko dyrektora, które "piastuje" do dzisiaj. Gdy pytałem się matki o jakieś ciekawe historyjki, mówiła bardzo długo, głównie o libacjach dyrektora w szkole. Dyrek jednak był sprytny, załatwiał pracę nauczycielom, którzy nie mieli papierów do nauczania, dzięki czemu żaden nauczyciel nie ważył się powiedzieć o nim złego słowa. Po reformie został dyrektorem gimnazjum. Na ironię poszedłem do właśnie tego gimnazjum.

      W gimnazjum dyrektor był całkiem całkiem, nic nie mogłem mu zarzucić. Jednak pewnego dnia przyszedł do szkoły zalany jak bela, uderzył jednego z moich kumpli i od tego momentu go nienawidzimy. Zdarzało się to jeszcze kilka razy, jednak nic rodzicom nie mówiliśmy - nie była to nasza sprawa. Jednak pewnego dnia, mieliśmy wuef, jechaliśmy na halę, więc z kumplem poszliśmy do kibla. Kumpel poszedł do kabiny, ja dla żartu trzymałem mu drzwi, w końcu jednak je otworzył i w rewanżu wylał mi mydło (w płynie) na głowę. Ja postanowiłem, więc umyć głowę, myję ją pod kranem i przychodzi sprzątaczka. Suka poszła do dyrka, bo "narozlewaliśmy", myślałem, że mnie szlag trafi. Wpada dyrek, łapie nas za karki z ogromną siłą i prowadzi do gabinetu. W gabinecie nieco ochłonął, spytał się, o co poszło, mówimy, że dla kawału polał mi włosy wodą. Wtedy dyrek wpada w szał, zaczyna bić mojego kumpla z całej siły po twarzy, to z pięści, to z otwartej dłoni. Byłem zdziwiony, że kumpel tak bardzo się dawał, było to spowodowane chyba tym, że obaj byliśmy w szoku. Teraz wiem, że gdyby dyrek mnie uderzył, na bank bym mu oddał. Na nasze szczęście weszła nauczycielka od wuefu i wzięła nas do autokaru. W autokarze byłem tak wkurwiony i nabuzowany, że o byle, co bym się bił. Na wf-ie pobiłem trzy osoby, musiałem się gdzieś wyżyć. Po wuefie poszliśmy do naszych rodziców, moja matka poszła i poczuła od niego alkohol. Poszliśmy, więc w trójkę do ojca Kamila (tak wabi się mój kumpel). Ojciec był niesamowicie wkurwiony, poszedł do dyrka, nastraszył go i uderzył. Dyrek na drugi dzień nas przepraszał, pytał się, z czego nam nie idzie (sugerując, że może ocenki poprawić). Ucieszyliśmy się tym faktem, powiedział, że chciałby być naszym przyjacielem - kilkakrotnie podawał nam rękę. Zostałem w klasie bossem, wiedząc że żadna uwaga już mi nie grozi, bo strasznie bał się mojej mamusi. Mogliśmy dokuczać dyrektorowi jak się tylko da, a on udawał, że nic nie wie. I to było to! 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tor1234
      Czas publikacji:
      sobota, 02 sierpnia 2014 00:10
  • piątek, 01 sierpnia 2014
    • Idealiści to głupcy

      Może to i nieładnie, ale rozśmiesza mnie zjawisko idealizmu, pojawiające się we wszystkich epokach z różnym nasileniem, ale w każdej obecne. Rozważam je, usiłując zrozumieć, zawsze, kiedy je zaobserwuję. Bez względu jednak na moje wysiłki, efekt zawsze jest taki sam - irytacja na fakt, że idealiści istnieją.

      Może najpierw powiem, co rozumiem przez słowo "idealista". Otóż, dla mnie jest to ktoś działający w sposób irracjonalny, powodowany wprawdzie szlachetnymi pobudkami, jednak nie mającymi żadnej szansy spełnienia. Inaczej mówiąc, jest to człowiek powodowany samym uczuciem, bez udziału rozumu. Do takich zaliczam: anarchistów, fanatycznych obrońców praw zwierząt, skrajnych nacjonalistów, fanatyków religijnych, komunistów i całą rzeszę innych typów ludzkich. Głównie tych, którzy posuwają się do skrajności.
      Czemu takie postawy mnie denerwują? Wszakże skoro są powodowane irracjonalnymi i niewykonalnymi mrzonkami, nie stanowią żadnego zagrożenia dla tradycyjnych porządków panujących na ziemi. Nie ma więc się czego bać..?
      A nieprawda!

      Lektura "Przedwiośnia" Żeromskiego skłoniła mnie do zastanowienia się nad tym, do jakiego stopnia idea jest w stanie zaślepić człowieka. Jak to możliwe, że młody komunista, obserwując wcielanie w życie własnych haseł, co ma opłakane skutki, przeważnie dla tych, którym miało być lepiej, nie zmienia się, nie rezygnuje ze swych poglądów..?? Jak to możliwe, że z uporem twierdzi, że tam gdzie jest dobrze, mogłoby być lepiej, a tam, gdzie jest źle w nowym porządku mówi, że to jest dobre? Co powoduje, że ludzie skądinąd inteligentni, wykształceni - nie potrafią odróżnić prawdy od kłamstwa, mrzonki od realiów, dobra od zła? Zaślepiająca ich idea.

      Weźmy anarchizm. Ruch ostatnio modny, bardzo wskazane jest głosić poglądy anarchistyczne, zapewne jako wyraz buntu wobec ustalonych porządków. Grupka ta jest jednak nieliczna, bo sporo ludzi potrafi myśleć i umie rozważyć na spokojnie kwestie z zapałem głoszone przez najbardziej w gorącej wodzie kąpanych zwolenników "wolności absolutnej". O ile dobrze rozumiem definicję słowa "anarchia", to oznacza to zrezygnowanie z wszelkich zasad i praw obowiązujących w społeczeństwie, zrezygnowanie z rządów i przywództwa. A czy ktoś zastanowił się, dlaczego anarchiści potrafią zorganizować się pod wspólnym przywództwem i przyjąć prawa grupy? Albo co się stanie, jeśli w obliczu totalnego braku jakichkolwiek praw każdy będzie mógł np. zabić każdego, kogo tylko zapragnie życia pozbawić? Jedno jedyne prawo zaś, uchwalone przez kogokolwiek zburzy całkowicie ustrój anarchią zwany. Na czym więc polega ruch anarchistyczny?? Na idei, idei bez pokrycia?

      Skrajni obrońcy praw zwierząt, siedzący na słupach i drzewach, by tylko nie pozwolić na przeprowadzenie autostrady tam, gdzie żaby mają swoje ścieżki. Albo siedzący tylko dlatego, że samochody jadące autostradami zanieczyszczałyby środowisko. Znów idea szczytna, ale głupia przeraźliwie, bo samochodów od tego nie ubędzie, ale za to będą na ciasnych drogach stały w korkach, zasmradzając środowisko nieprzytomnie i niszcząc je bardziej, niż jadąc autostradą. Nie wspominając już o obrońcach praw zwierząt, którzy potrafią np. jednoznacznie stwierdzić, że zwierzę w cyrku jest męczone i nie lubi robić tego, co każe mu się robić. W domu zaś bawią się z psem, rzucając mu patyk i zmuszając do biegania. Tudzież jeżdżą konno, wędkują albo rozdeptują pająki. Idea wybiórczo pozwala takim osobom pojmować rzeczywistość.

      Do czego zmierzam? Chcę zauważyć po prostu, że wszelki idealizm, czy to związany ze zwierzętami, czy z polityką, czy może z gospodarką jest równie szkodliwy. Idea jako bezrozumne działania, jako pragnienia doprowadzenia do jakiegoś celu nie tylko siebie, ale i całej ludzkości, a przynajmniej tylu ludzi, ilu się da. Myśl nie mająca uzasadnienia w rozumie, ponieważ nikt się nad nią nie zastanawiał. Ot, po prostu pojawiła się, została uznana za słuszną i niosącą dobre wartości. Nie przeliczono jej konsekwencji, nie wzięto pod uwagę czynników takich, jak kretynizm ludzkości albo niewykonalność ekonomiczna. Jest idea, więc trzeba ją realizować za wszelką cenę, bo tylko ona jest słuszna.

      Idealiści! Przejrzyjcie na oczy! Przeanalizujcie realia świata, w jakim żyjecie, sprawdźcie, czy możliwe jest przeprowadzenie tego, co chcecie zrealizować. Weźcie pod uwagę ludzkie przywary, takie jak chęć zysku, egoizm, pęd do rozrywki całkiem beztroskiej. Spróbujcie zastanowić się też nad tym, co sami głosicie. Nie tylko nad tym, czy Wasza idea jest słuszna, ale przede wszystkim nad tym, czy Wy sami ją realizujecie i co z tego macie. A przede wszystkim - poszukajcie, czy nie ma lepszego rozwiązania niż to, które głosicie. Mniej radykalnego, ale przez to bardziej realnego. Niestety, idealiści w dziejach świata bowiem nie zbudowali praktycznie niczego. Zburzyli tylko to, co było, nie troszcząc się o nic. Dla idei wybuchła II wojna światowa, dla idei komunizm pochłonął niewyobrażalne zasoby ludzkie. Dla idei i Wy chcecie coś zniszczyć. Zanim to zrobicie, weźcie szkiełko i przypatrzcie się okiem temu, co zdewastować chce serce. Bo możecie odkryć, że lepiej jest dostosować siebie do świata i zmieniać go troszeczkę, niż polec w walce z nim, dokonawszy przedtem maksymalnie dużych zniszczeń.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tor1234
      Czas publikacji:
      piątek, 01 sierpnia 2014 23:56
  • poniedziałek, 26 sierpnia 2013
    • Moje przemyślenia

      Jest poniedziałek. To co tu napisze bedzie opowiescia o moim zyciu, o mnie i moze jeszcze o czyms. Nazywam sie Piotr i mam siedemnascie lat. Komputerem bawie sie od roku, roku,
      ktory zmienil moje zycie. Dawniej to male pudelko obok mnie bylo moim marzeniem. Sam nie wiem czego od niego oczekiwalem, moze mialo sprawic ze bede innym czlowiekiem. Jesli tak, to spelnilo swoje zadanie, poniewaz dzis jestem juz kims zupelnie innym, innym niz wszyscy.

      Przez pierwsze 8 miesiecy jedyna rzecza jaka robilem bylo granie, ale to minelo. Cztery miesiace temu jakos udalo mi sie namowic rodzicow na laptopa. Szczesliwy pobieglem do najblizszego sklepu z zamiarem jego kupna. Wtedy jeszcze nie wiedzialem ze podpisuje na siebie wyrok. Tego samego dnia drzwi na swiat zostaly otwarte. Elektronicznie wygenerowany impuls internetu odkrywal dla mnie nowe horyzonty, poznawalem swiat, w ktorym nie istniala dominacja i przemoc, swiat ktory byl stworzony dla mnie.

      Pierwsze zauroczenie przerodzilo sie w pasje, w cel mojego zycia. Szybko odnalazlem hackerskie strony, sciagalem co sie tylko dalo, czytalem wszystko co moglem. Wielu rzeczy nadal nie rozumialem, a swiadomosc tego byla dla mnie nie do zniesienia. Dlatego zaczalem kupowac ksiazki o programowaniu, linuxie, kasa nie byla wazna, liczyla sie tylko moja pasja. Brnalem przez zycie zaslepiony innym swiatem, miej realnym, kojacym moje zmysly. Brnalem az do dzis.
      Dzis spojrzalem na swoje zycie z dystansu i nie zobaczylem nic. Realny swiat juz dawno przestal dla mnie istniec. Kiedys twierdzilem ze nie istnieje cos takiego jak uzaleznienie od komputerow, dzis juz wiem w jak wielkim bylem bledzie. I nie tylko ja w nim bylem, poniewaz prawdziwym uzaleznieniem nie jest granie 12 godz. dziennie w gry, to tylko zauroczenie. Uzaleznienie zaczyna sie dopiero wtedy gdy wszystko co realne staje sie dla ciebie abstrakcja, kiedy przestajesz rozumiec swiat, ludzi, a zaczynasz rozumiec jak bardzo jest z toba zle. Dzis stoje przed wyborem pomiedzy dwoma swiatami. Realnym, w ktorym bylem i jestem nikim, z garstka znajomych, ktorych moge policzyc na palcach jednej reki. Wirtualnym, ktory otwiera dla mnie nowe drogi rozwoju, ktory nauczyl mnie myslec, podejmowac decyzje, dal szanse wygrywania i bycia kims. Ja juz podjalem swoja decyzje, ale pamietaj ze ty kiedys tez przed nia staniesz.


      I to bylby juz koniec. Prawde mowiac nie wiem dlaczego to napisalem, ale zeby nie byc egoista mam dla ciebie mala rade "przestan grac". Dlaczego? Poniewaz karmisz swoj umysl czysta fikcja. Jezeli jedyna rzecza jako robisz jest granie, to chociaz przez chwile zastanow sie co jestes w stanie zrobic przy pomocy komputera. No i jak? Pamietaj, ze ja przynajmniej mam szanse wygrac, natomiast ty skazujesz sie na przegrana w obydwu swiatach.

      PS. Przepraszam za brak polskich liter. Korzystam z klawiatury kupionej w USA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tor1234
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 sierpnia 2013 18:43
    • Słowa Matki Teresy

      Slowa Matki Teresy - wklejam je na dobry poczatek tego bloga.

       

      Ludzie są nierozsądni, nielogiczni i zajęci sobą.

      Kochaj ich mimo to.

      Jeśli uczynisz coś dobrego, zarzucą ci egoizm i ukryte intencje.

      Czyń dobro mimo to. Jeśli ci się uda, zyskasz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.

      Staraj się mimo to.

      Dobro, które czynisz, jutro zostanie zapomniane.

      Czyń dobro mimo to.

      Uczciwość i otwartość wystawią cię na ciosy.

      Bądź mimo to uczciwy i otwarty.

      To, co zbudowałeś wysiłkiem wielu lat, może przez jedną noc lec w gruzach.

      Buduj mimo to.

      Twoja pomoc jest naprawdę potrzebna.

      Ale kiedy będziesz pomagał ludziom, oni mogą cię zaatakować.

      Pomagaj mimo to.

      Daj światu z siebie wszystko, a wybiją ci zęby.

      Mimo to daj światu z siebie wszystko”.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tor1234
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 sierpnia 2013 18:36